BELGI.pL

Strona informacyjna o Owczarku Belgijskim w Polsce

aktualności

  • 18.03.2017

1. Planowany miot Groenendael w hodowli Czarny Opal. zobacz.

2. Dodano na stronie hodowlę Czarny Opal. zobacz.

  • 11.02.2017

Planowany miot tervueren w hodowli z Wiedźmińskiej Stajni. zobacz.

  • 08.02.2017. 

1. Pojawiły się nowe testy DNA na SDCA1 (ataksja).

- Informacja ze strony KCHBO. zobacz

- Informacja ze strony Uniwersytetu w Bernie Instytut Genetyki. zobacz

Informacja o SDCA1 - pobierz PDF

Instrukcja dotycząca wysyłania próbek krwi - pobierz PDF

2. Planowany miot - malinois w hodowli Wild South FCI. zobacz.


  • 07.02.2017

1. Dodano nowe linki do forum niebieskiego i forum żółtego.

2. Dodano nową hodowlę owczarków belgijskich  Cuore Di Cerbero.


  • 06.02.2017

Dodano listę pozorantów i instruktorów w Polsce.


  • 05.02.2017

Uaktualnione terminy imprez kynologicznych w 2017 roku. Stan wg ZKwP na dzień 05.02.2017.

Kontakt

  • e-mail: belgi@belgi.pl
  • e-mail: martan07@tlen.pl

AKTUALIZACJA

18.03.2017

Zlot V - Jerzmanowice 2005


Czerwcowy V Zlot Belgomaniaków był zlotem szczególnym pod wieloma względami. Jako piąty z kolei, był zlotem jubileuszowym i dlatego został poświęcony wychowaniu oraz szkoleniu belgusiowych szczeniaczków i ich socjalizacji. A na zlot tym razem, jak nigdy dotąd, przybyło ponad 70. belgomaniaków z pociechami. Samych szczeniaków naliczyłam aż 15, a dodatkowo zaszczycili nas swoją obecnością niby maliniak Emil, niby tervuerenka ala mudi Figa i nowej maści (w kropki) niby maliniaczka wyżlica Fiorka oraz belgijski ON'ek Nazar.

Pierwszy dzień zlotu zaczął sie dla wielu z nas bardzo poranną kawą, by nie powiedzieć nocną, a to dlatego, że miejsce spotkania wybraliśmy sobie aż pod Krakowem w Szkolnym Schronisku Młodzieżowym PTSM w Łazach koło Jerzmanowic.


Ledwie zdążyliśmy przyjechać na miejsce, Zofia zagoniła nas do roboty. Na pierwszy rzut poszły najmniejsze szczeniaki, 3 i 5 miesięczne. Ależ one Zofii pokazywały jak pięknie robią "siad", chodzą przy nodze, zawołane przybiegają radośnie do opiekunów, ba, nawet skaczą przez przeszkody jak Wermi!

Desti to nawet turlała się brzuchem po pieńku, by dostać smakola od swej pani. I jeszcze nosiła w pyszczku młotek. Tak młotek, uwieńczony na zdjęciach!

Następnie poszły pod młotek szczeniaki powyżej 6 miesiąca. Była to najliczniejsza grupa. Tu dopiero trzeba było się wykazać umiejętnościami z racji wzrostu. Do pomocy Zofii przyszła Kiara, która nas równo poustawiała. Oj, żeby zadowolić Zofię i Kiarkę trzeba było mocno się wysilać. Nikomu nie przepuściły, kazały uczyć się, powtarzać ćwiczenia w nieskoczoność. I "siad" i "waruj", "noga", "do mnie", chodzenie przy nodze, próby oddawania "aportu", bieg na zawołanie do pana lub pani. Do tego cały czas starać się utrzymywać kontakt wzrokowy z psem. Przeciąganie się zabawką na sznurku, skoki przez przeszkody, do których Agata z Diną przygotowywały się specjalnie. To był pokaz wirtuozerii nie tylko w wykonaniu Dinki, ale i Agaty wykonującej przeróżne figury, choćby bociana!


Każda z grup miała trzy sesje zajęć. Na zakończenie szlifowania umiejętności psiaki mogły przebiec przez tunel i to nawet kilkakrotnie. Tunel był śliczny, kolorowy i bardzo interesujący. Jak interesujący, to pokazała Desti. Z ciekawością obwąchiwała go, idąc sobie spokojniutko, za to starszaki pokazały maluchom, jak odrzutowiec przelatuje przez taki tunel. No, bo w końcu to pestka!


W przerwach między ćwiczeniami, belgomaniacy i ich psy próbowali swoich sił na torze agility przywiezionym na zlot przez Ryszarda.

Zmęczeni i głodni połykaliśmy obiad w pośpiechu, bo zaraz miał odbyć się pokaz umiejętności Raszki, rocznej maliniaczki Zofii.


Tak, więc po kolei zobaczyliśmy "nakręcanie" psa na zabawkę, wykonywanie komend, aportowanie, wyszukiwanie w wysokiej trawie "zgubionych" przez belgomaniaków przedmiotów, chwytanie zdobyczy, kręcenie Raszką młynka i zarzucenie jej sobie na plecy przez Robulla. Ech, chciałoby się powiedzieć, „Co to był za skok!" Każdy ruch Raszki, każde wykonanie komendy przez nią, było nagradzane naszymi oklaskami i śmiechem. Śmiechem dlatego, że Raszka jak każda kobieta, musiała zawsze mieć swoje zdanie na określony temat i polecenia pani wykonywała szczekając, jakby chciała jej powiedzieć "Idealnie przecież robię!!!!", albo „Tylko tyle mam zrobić?" Nawet zabawka w pysku wcale jej nie przeszkadzała wyszczekiwać swoje opinie. Ale to nie wszystko. Raszka zwinnie przeskakiwała przez ludzką przeszkodę i wystawione w górę nogi Zofii lub Janusza.

Po Raszce mogliśmy obejrzeć występy Kiarki i Hegla. Czyli innymi słowy pokaz wpatrywania się w panią i wykonywania wszystkich jej rozkazów, bez potknięcia i jęknięcia. Co tu dużo mówić? Właśnie tak jak oni wzorowo należy wykonywać określone ćwiczenia z zakresu Obedience i PT.


To nie koniec radości tego dnia. Późnym popołudniem zasiedliśmy wszyscy wspólnie przy ognisku i mogliśmy wreszcie zaśpiewać Mareczkowi "Sto lat, sto lat" z okazji imienin, wręczyć mu prezenty, upiec kiełbaski i napić się piwa. Zaraz też ogień rozpalił nasze serca. Przy akompaniamencie dwóch gitar i skrzypiec Maćka, Mareczek wraz z chórem wyśpiewywał gorące pieśni, dziewczyny tańczyły, nawet kankana. Piwo i wino strumieniami się lało, ciasta też każdy dostał kawałek, nawet wielką i twardą czekoladę udało się za pomocą plastikowego widelca czy noża rozłupać. Pstrykały butelki z keczupem i musztardą, a gdy zabrakło kiełbasek, to na ogniu podsmażał się chlebek. Szczeniaki leżały pokotem pod stołem lub u nóg opiekunów. Im nawet głośna muzyka i śpiew nie przeszkadzały spać.


I tylko jednego było żal, że nie mogliśmy bawić się całą noc, bo już o 7. rano musieliśmy stawić się na "ślady" pod kierownictwem Zofii i Janusza.


Niby następnego dnia od rana mieliśmy do wykonania jedynie "ślady", nie przypuszczałam, że będzie mnie czekać ciężka praca. Pomyliłam się i to bardzo! Żeby przygotować "ślad" dla swego psa, należało trzykrotnie, dokładnie przejść tą samą drogą długi odcinek pod górę lub w dół, uważając za każdym razem, by rozpoczynać "ślad" w tym samym miejscu. Najbardziej uciążliwy był powrót szerokim łukiem od końca śladu do jego początku, by ponownie go deptać. Później już można było wygodnie ułożyć się w makach lub krzewach i czekać, czekać, czekać, aż nasz szczeniak nas odnajdzie.

Czas do obiadu wykorzystaliśmy na wspólny spacer po okolicy. Spacer jak spacer, niby nic szczególnego, a jednak. To było raczej angielskie polowanie na lisa z watahą psów na przedzie. Z tą różnicą, że my poruszaliśmy się na własnych nogach zamiast konno, ale za to przed nami gnało rudoczarne stado psów różnej wielkości. Zapewne, napotkane osoby miały jedyną szansę obejrzenia takiego widowiska. My też byliśmy naocznymi świadkami ciekawego zdarzenia, jak po wysokich skałach wapiennych wspinają się alpiniści i zadowoleni siedzą sobie w skalnych szczelinach.


Czekał nas jeszcze wspólny obiad i niestety wyjazd do domów. Żegnaliśmy się z nadzieją, że następny zlot zorganizujemy bardzo szybko, by znów się spotkać i razem cieszyć widokiem belgusiowych szaleństw.

GAJA

Ważne Strony

terminy imprez

  • Posłuszeństwo Ogólne, BH - 2017. zobacz
  • Obedience - 2017. zobacz
  • Psy Użytkowe (testy, IPO) - 2017. zobacz
  • Psy Pasterskie - 2017. zobacz
  • Agility -2017. zobacz
  • Mondioring - 2017. zobacz