BELGI.pL

Strona informacyjna o Owczarku Belgijskim w Polsce

Obóz Południowy 2005

Przepełnieni wrażeniami szkolenia z Zofią postanowiliśmy kontynuować to, co zostało w nas zaszczepione... Mieliśmy wielkie szczęście, że Zofia jest prawdziwą pasjonatką i z chęcią pomaga takim najzwyklejszym posiadaczom czworonogów jak my.

Zofia zgodziła się na kontynuacje szkolenia na obozach zorganizowanych w różnych rejonach Polski. Spotkania te zapoczątkował Obóz Południowy.

Korzystając z gościnności Magdy (Żelkowej), Granulki i Śmiecha zawitaliśmy do ich malowniczo położonego na szczycie wśród gór domku.

Psiaki od razu skorzystały z możliwości pozbycia się swojej tryskającej uszami energii i z zapałem ganiały się po stromym zboczu. My zachwycaliśmy się krajobrazem gór, no i oczywiście naszymi czworonogami.


Korzystaliśmy z ostatnich wolnych chwil, bo przed nami był wyjątkowo pracowity weekend. Już od samiutkiego rana zaczęliśmy jakże milą pracę. Na początku ślady. Każdy z psów w miarę swoich umiejętności wytropił wyjątkowo dużo w tym czasie zagubionych rękawiczek, skarpetek, zegarków... Ciężko było stwierdzić, kto bardziej cieszył się ze znaleziska, psy, czy ludzie...

Po ciężkiej porannej pracy szliśmy zawsze na pyszne śniadanko i kawkę. Długo jednak w domu nie siedzieliśmy, bo tuż przed obiadem zaplanowane były ćwiczenia z posłuszeństwa. Szkolenie indywidualne i grupowe dawało możliwość poznania i wychwycenia błędów i problemów każdego z psiaków. My skupialiśmy się na możliwie jak najlepszej harmonii ćwicząc z naszymi ulubieńcami, a one same próbowały z niemałą satysfakcją zrozumieć, co właściwie od nich chcemy...

Po obiadku bawiliśmy się w szukanie człowieka. Nikt z nas, przybyłych na obóz nawet nie podejrzewał, że to takie naturalne dla psa i że tak chętnie będzie udzielał się w szukaniu całkiem obcej mu osoby... Widząc Raszkę w akcji zastanawialiśmy się ile czasu i w jaki sposób będziemy musieli tłumaczyć to naszym psiakom. Na szczęście z pomacą od razu przyszła nam Zosia. Dokładnie opisała zasady, jakimi kierują się psy przy tej pracy. Po Jej tłumaczeniach okazało się, że nasze pupile doskonale radzą sobie z tym nowym dla nich zadaniem. Skakaliśmy z radości obserwując, jak czarnuchy biegają po stoku i z niecierpliwością wypatrują zaginionego. Niesamowite jak szybko i z jakim zapałem wykonywały przydzielone im zadanie, a po znalezieniu z jakimi chęciami „ciągnęły” przewodnika do znalezionej osoby. Ech, tylko wyobrażać sobie możemy, jak cieszą się przewodnicy psów, które rzeczywiście ratują ludzi...

Dni ciężkiej, ale jakże milej i owocnej pracy minęły nam jak z bicza strzelił, musieliśmy opuścić gościnne miejsce i piękne krajobrazy. Na zawsze jednak pozostaną w pamięci mile spędzone chwile z bracią belgową, z nasza nauczycielką Zosią i Jej malinką Raszką.

 

Dziękujemy Zosiu!!!

Beata Przymusińska


 Copyright Ⓒ - www.belgi.pl, e-mail: belgi@belgi.pl; martan07@onet .pl